Po krótkim romansie z blokami wracam do pokazania czegoś, nad czym pracuję od jakiegoś czasu;
i będę jeszcze długo pewnie.
My family.
A bloki to przestrzeń, która od zawsze chyba mnie mocno poruszała, więc szukam szukam języka wokół nich.

2 komentarze:

mikołaj pisze...

LUBIĘ TO!

Yarghuzzz pisze...

A ja niestety NIE LUBIĘ.


Czemu na drugim zdjęciu na pierwszym planie jest storczyk? Zupełnie tego nie rozumiem - zasłania temat czyli Tatę (pozdrowienia!), jest prawie na środku zdjęcia, co jest nieciekawe kompozycyjnie (jeśli taki argument może przytaczać ignorant mojego pokroju). Do tego jeszcze ręcznik z tyłu. Rozumiem, gdyby to była fotka z tzw. małpki, robiona przez 12latka zaczynającego przygodę z aparatem, orchidea była by ukochanym psem/kotem rodziny, który akurat w trakcie spuszczania migawki wskoczył przed obiektyw - to by jeszcze było ok. Barwy standardowe, zdjęcie z automatu - krótka piłka. Ale ani orchidei nie podejrzewałbym o tak dużą ruchliwość, ani automatu w aparacie o taki dobór kolorów.

Domyślam się, że Twoją intencją było pokazanie życia rodzinnego takim, jakie ono jest, niejako "podejrzanego" przez aparat. Ale jak do tego ma się "wyrafinowana" kolorystyka tych zdjęć? Piszę w cudzysłowie, choć nie chcę, by brzmiało to zgryźliwie/złośliwie. Mi to po prostu nie gra - z jednej strony zdjęcia zdają się być przypadkowe, jakby robione przez amatora (Mama przy stole, Tata w trakcie drzemki), z drugiej widać profesjonalną obróbkę, podejście do światła, kolorów itd. Taki fusion mi się nie podoba.

Oczywiście w naszym post-sratatata-modernistycznym świecie nie ma już miejsca na fakty, jest tylko miejsce na opinie. Także oto moja opinia właśnie.

Dziękuję za uwagę i miłego dnia życzę.